niedziela, 25 stycznia 2015

5 pytań o Holandię - odpowiadam

Zabieram Was dziś w kolejną podróż 80 blogów dookoła świata. Pierwsza edycja w 2015 roku ma bardziej osobistą formę, bowiem tym razem każdy z nas - blogerów odpowiada na pięć pytań dotyczących naszych krajów. Jeśli więc jesteście ciekawi moich opinii  i wrażeń dotyczących Holandii w ogóle i w szczególe - zapraszam do lektury! Jeśli natomiast nie interesuje Was prywata, możecie sobie spokojnie dzisiejszy post darować ;) 


Najbardziej zaskakujące odkrycie związane z Holandią?
Na początku wszystko było odkryciem! Jedną z takich rzeczy, która zadziwia mnie do dziś jest wzrost Holendrów. Sama wybijam się ponad przeciętność na polskiej ulicy, wiec kiedy przyjechałam do Holandii byłam zachwycona, że z wieloma Holenderkami mogłam rozmawiać jak równy z równym. No i Holendrzy też trzymali wysoki poziom  -  przyjemnie było czasem na takim jednym czy drugim oko zawiesić ;) 
Wieść gminna głosi, że istnieją dwie prawdopodobne przyczyny takowego stanu rzeczy. Po pierwsze - Niderlandy są bardzo zatłoczone, więc mieszkańcy nie mają możliwości rosnąć wszerz, mogą rozwijać się tylko wzdłuż. Po drugie - Holendrzy nie dość, że mieszkają na podmokłych terenach, to jeszcze są często podlewani deszczem i rosną potem jak na drożdżach ;) 

Ulubiony cytat lub powiedzenie w języku niderlandzkim?

Baat het niet dan schaadt het niet.  
Nie pomoże ale i nie zaszkodzi, (więc warto spróbować). 

Podobno jest to motto holenderskich lekarzy, którzy na wszystko przepisują polopirynę ;)

Twój największy sukces odnośnie nauki języka?
Pamiętam, jak po miesiącu uczęszczania na kurs pojechałam z rowerem do serwisu i wyjaśniłam panu, że mi pedał spada, bo śruba się zużyła  - czyli była versleten. To nowo poznane słówko powtarzałam jak mantrę i pan mnie zrozumiał! No dobra, być może popatrzył na rower i domyślił się o co chodzi, ale ja zrozumiałam też jego, kiedy powiedział, że musiałby wymienić cały układ, bo takich pedałów już nie produkują i że to drogi interes. Wracałam do domu z wciąż niesprawnym rowerem, za to niesamowicie dumna z siebie :) 

Jaką jedną rzecz z Holandii wzięłabyś ze sobą na bezludną wyspę i dlaczego?
Rower. Bo go pokochałam :)
W Holandii nauczyłam się jeździć na rowerze nie tylko po to, żeby się przejechać, ale też po to, żeby gdzieś dojechać. Stał się po prostu środkiem transportu - najtańszym, najzdrowszym a często i najszybszym. Dawał niezależność. Latem upał nie był odczuwalny, bo podczas jazdy wiatr chłodził całe ciało. Jesienią i wiosną nauczyłam się jeździć z parasolką - gdy tylko kropiło lub z peleryną - gdy padało. Zimą ścieżki rowerowe były odśnieżane jako pierwsze. Rower to po prostu produkt pierwszej potrzeby w Holandii. Zresztą zobaczcie sami - jak tam nie jeździć?

Ulubiona reklama holenderska? 
Onze helden zijn terug czyli Nasi bohaterowie wrócili. 
Reklama banku ING zapowiadająca ponownie otwarcie Het Rijksmuseum w kwietniu 2013 roku.
Eh, szkoda, że właśnie wtedy nie robiłam zakupów... ;)



To tyle o mnie. Teraz z przyjemnością posłucham o Was i Waszych holenderskich (tudzież emigracyjnych  w ogóle) przygodach, sukcesach i odkryciach :)

A jeśli jesteście ciekawi osobistych wyznań pozostałych blogerów, to zapraszam na dalszą część cyklu!


CHINY


FRANCJA





Blog o Francji, Francuzach i języku francuskim:  http://francuski-przez-skype.blogspot.com/2015/01/5-pytan-do.html


KIRGISTAN


NIEMCY




ROSJA


SZWAJCARIA


WIELKA BRYTANIA

  




WŁOCHY




WIETNAM



Jesteś blogerem kulturowym lub językowym i chciał(a)byś wziąć udział w naszym projekcie? 
Napisz do nas:  blogi.jezykowe1@gmail.com albo dołącz do naszej grupy na Facebooku.

piątek, 16 stycznia 2015

Idiom: om de tuin te leiden - wyprowadzać w pole

Z pewnością znacie taki polski idiom: wyprowadzać kogoś w pole. Wiecie, że ma on swój odpowiednik w języku niderlandzkim? :)

om de tuin te leiden

oszukiwać, wyprowadzać w pole

Holendrzy, jeśli chcą kogoś oszukać, prowadzą go wokół ogrodu. Choć samo słówko de tuin - ogród znaczy tutaj tyle, co żywopłot, ogrodzenie. Prowadzenie kogoś dookoła płotu ma więc na celu ukrycie tego, co się za tym płotem znajduje. 

Teraz, skoro już zwrot ten jest jasny, nie powinniście mieć problemów ze zrozumieniem jeszcze jednego kawału o Holendrach:

Waarom heeft een Nederlander achter in zijn auto een plantenbak?
Om de politie om de tuin te leiden.

I jeszcze krótka podpowiedź dla zupełnie początkujących:
waarom - dlaczego
een Nederlander - Holender
achter - z tyłu
de plantenbak - kwiat w doniczce

Zastanawiam się, co powinni wozić Polacy, żeby wyprowadzać policję w pole...? :) A może macie pomysł, jak przetłumaczyć ten kawał wykorzystując przy tym polski idiom?

Tutaj to dopiero można prowadzić kogoś wokół ogrodu :) (żródło: foter.com)

źródło: https://onzetaal.nl/taaladvies/advies/iemand-om-de-tuin-leiden

niedziela, 4 stycznia 2015

Belgowie i Holendrzy w dowcipach

Podobno dobrze jest mieć swojego zaprzyjaźnionego wroga. Wiadomo, czego się można po nim spodziewać. No i jest odpowiednie tło do porównań oraz temat do żartów. Tak żyją Holendrzy z Belgami, trochę jak Kargul z Pawlakiem, tylko bardziej kulturalnie i mniej emocjonalnie, a wzajemne antypatie i złośliwości ograniczają się do dowcipów, w których ta druga strona zawsze wypada blado. Dziś więc, pozostając jeszcze w wesołych sylwestrowo - noworocznych klimatach zapraszam Was na kilka żartów z osobliwymi słówkami w tle.

Jakie więc kawały Holendrzy opowiadają o Belgach? Na przykład takie: 

De Belgen gaan hun eerste raket lanceren. 
Belgowie odpalają swoją pierwszą rakietę. 
"En," vraagt een verslaggever, "waar gaat de reis naar toe?" 
I - pyta reporter - dokąd to będzie podróż? 
"Awel", zegt de Belg, "wij gaan naar de zon." 
Więc - mówi Belg - lecimy na słońce. 
"Naar de zon?" vraagt de reporter, "Maar daar is het toch veel te heet? Bent u niet bang dat de raket zal smelten?" 
Na słońce? - pyta reporter - Ale tam przecież jest za gorąco? Nie boi się pan, że rakieta się roztopi?
"Wat denkt gij?," antwoordt de Belg, "Wij zijn niet gek, hoor. We gaan natuurlijk 's nachts!"
Co pan myśli? - odpowiada Belg - Nie jesteśmy wariatami. Oczywiście polecimy nocą! 

Zauważyliście dwa wyróżnione słówka? Warto się nad nimi chwilę zatrzymać. 
awel - to wtrącenie w zdanie, które nic nie znaczy, często służy za początek wypowiedzi bohaterów belgijskich żartów ;) 
hoor - to również wtrącenie, które podkreśla znaczenie uprzednio wypowiedzianego zdania, zaprzeczenia, potwierdzenia. Bardzo często spotykane w języku mówionym. Np.: Ja, hoor lub Nee hoor - brzmi znajomo, prawda? ;) 

I jeszcze jeden żart: 

Er ging een Belg naar de winkel en onder zijn arm had hij een ladder.
Belg poszedł do sklepu z drabiną pod pachą (dosłownie: pod ręką).
Toen vroeg die vrouw van de winkel: "Waarom heb je een ladder bij je?"
Kobieta ze sklepu zapytała go: Czemu masz ze sobą drabinę? 
Waarop de man antwoorde: "Er zijn toch hoge prijzen."
Na co mężczyzna odpowiedział: Przecież są wysokie ceny.

Tu znów mamy słówko, które może nic nie znaczyć albo mieć wiele znaczeń - zależnie od kontekstu. Er. Tutaj nie posiada konkretnego znaczenia, choć jego obecność jest wymagana ze względów gramatycznych. O er długo można pisać - to temat na osobny, długi post. 

I jeszcze słówko de ladder - oznacza drabinę, ale tak samo kobiety nazywają oczko w rajstopach. Obie rzeczy wyglądają wszak podobnie :) 

Wracając zaś do dowcipów - widać więc, że Holendrzy zarzucają Belgom głupotę. Ci zaś nie pozostają dłużni i wytykają swoim sąsiadom skąpstwo. 

Waarom staat een Nederlander in de winter 's morgens met een ei naast de weg?
Dlaczego Holender stoi zimą z rana z jajkiem obok drogi?
Hij wacht tot de strooiwagen langskomt.
Czeka aż będzie przejeżdżała solarka (dosłownie: pojazd posypujący drogi). 

Ten kawał ma dosyć proste słownictwo, prawda? No może poza de strooiwagen - który w Polsce nazywamy piaskarką lub solarką. To w takim razie ostatniego dowcipu nie tłumaczę. Podam tylko kilka pomocniczych słówek:

Hoe kan je zien dat je in Nederland rijdt?
Dan hangt er wc-papier aan de waslijn.

hoe - jak 
zien - widzieć, tutaj: rozpoznać, poznać
rijden - jechać, jeździć
hangen - wisieć
de waslijn - sznur do suszenia prania

No i jak Wam poszło? Dajcie znać w komentarzach. Wersji zawsze może być kilka, więc piszcie śmiało nawet jeśli ktoś przed Wami już przetłumaczy! Bo tłumaczenie jest sztuką - wbrew pozorom :) 

PS. Inspiracją do tego wpisu był post Natalii na Szwecjoblogu o kawałach norwesko - szwedzkich. Potem Pat (Pat i Norway) opowiedziała, z czego śmieją się Norwegowie. Zajrzyjcie koniecznie! 

źródło:
http://plazilla.com/page/4295034078/beglische-moppen-over-nederland
http://www.leukste-moppen.nl/categorie-belgen.html

czwartek, 25 grudnia 2014

Życzenia świąteczne Boże Narodzenie 2014



Błogosławionych Świąt Bożego Narodzenia, 
dobrego nowego roku 2015, 
zapału do nauki  i wielu radości nie tylko językowych!

Tego Wam życzy

Nika LV - Notatki Niki 

Justyna  - Francuski przez Skype 

Iwona  - Rosyjskie Śniadanie 

Marysia - Head Full of Ideas


Ula - Francais mon amour 


Iza - Love For France  


Dorota - Hiszpański na luzie 


Karolina - Hone your English 


Agnieszka - English at tea  


Daga - Daga Tłumaczy 


Natalia - Xiaotai Bai 


Ola - Niemiecka Sofa 


Paulina - Italia Che meraviglia 


Diana Korzeb


Emilia - wietnam.info 


Natalia - Szwecjoblog 

i ja oczywiście też :)

PS. Projekt kartki: Marysia - Head Full of Ideas

piątek, 12 grudnia 2014

Zwrot: To pewne! - Zeker weten!

Zdarza się czasem, że ktoś wygłasza truizmy, oczywiste oczywistości lub mówi o rzeczach, które w naszej opinii nie ulegają wątpliwości. Co wtedy powiedzieć? 

Zeker weten! 

 To pewne!
wiedzieć na pewno

Tego zwrotu użył kiedyś piłkarz Suarez:
Ik heb altijd gezegd dat ik ooit terug wil naar Ajax (...) ook als de trainer me niet wil, ga ik toch. Zeker weten!

Zawsze mówiłem, że kiedyś będę chciał wrócić do Ajaxu (...) nawet jeśli trener mnie nie będzie chciał, pójdę. To pewne!

Zwrot ten można też wykorzystywać odmieniając czasownik weten:

Weet jij het zeker?  Wiesz to na pewno?  

Zeker weten! to również nazwa teleturnieju emitowanego w telewizji na przełomie 2008 i 2009 roku. Uczestnikami byli uczniowie klas 8 (rówieśnicy polskich szóstoklasistów) z rodzicami a pytania bazowały na wiedzy potrzebnej do zdania szkolnego egzaminu końcowego. Jeśli chcecie sprawdzić swoją wiedzę, możecie zobaczyć wszystkie odcinki tutaj. To jak, ktoś się odważy? :) Ja spróbowałam i przyznam się Wam, że nie zawsze znałam odpowiedzi na pytania. Dobrze, że szkolne lata mam już za sobą ;) 

wtorek, 2 grudnia 2014

Przepis na pepernoten z odrobiną historii w tle

Mikołajkowy wieczór już niedługo, czas więc najwyższy szykować korzenne słodkości. Jak Holendrzy świętują ten dzień pisałam tutaj. Dziś więc chcę się skupić tylko na jednym elemencie, a jako że sama jestem łasuchem, będzie o łakociach :) Konkretnie o pepernoten

Pepernoten - nie mylić z kruidnoten! 
Pepernoten to wcale nie orzeszki (noten) i raczej nie zawierają pieprzu (peper). Są to małe kawałki ciasta z mąki żytniej o smaku korzenno - anyżkowym i gumiastej, zbitej konsystencji. Prezentują się tak: 

Pepernoten (Wikimedia Commons)
Natomiast kruidnoten to malutkie, okrągłe i twarde ciasteczka o smaku korzennym i wyglądają tak: 

kruidnoten (Wikimedia Commons) 
Nazwy mogą się mieszać, tym bardziej, że sami Holendrzy często używają ich zamiennie. Nawet słownik Van Dale uważa słówka pepernoot i kruidnoot za synonimy, czego kompletnie nie rozumiem, bo przecież różnią się smakiem, składnikami i wyglądem. Bardziej smakują  mi pepernoten, między innymi dlatego szybko nauczyłam się je rozróżniać :) 

Skąd się wzięły? 
Z klasztoru :) Mnisi eksperymentowali w kuchni, a pole do popisu mieli duże, zwłaszcza gdy statki ze Wschodu zaczęły przywozić nietypowe przyprawy. Swój wypiek nazywali panis piperatus co po łacinie oznacza chleb z przyprawami. Z czasem ciasteczka zyskały dużą popularność, a cechy rzemieślnicze piekarzy nawet próbowały zastrzec sobie prawo do ich wypieku. I tak czeladnik był zobowiązany uczyć się fachu przez dwa lata zanim uzyskał prawo do wypiekania korzennych kostek. No i oczywiście musiał należeć do cechu. Przepis ten, jak się łatwo domyślić, wzbudzał wiele kontrowersji i wielu mu się przeciwstawiało, co zostało nawet nazwane wojną ciasteczkową (pepernotenoorlog). Dziś już na szczęście każdy może sobie upiec pepernoten i z tego prawa zamierzam niebawem skorzystać :) 

Jak podawać pepernoten
Nie podawać. Rozsypywać :) Ciasteczka te są mieszane z innymi drobnymi cukierkami w worku Czarnego Piotrusia, który podczas swoich wizyt rozrzuca je szczodrze gdzie popadnie. Dzieciaki wniebowzięte zbierają te skarby i pakują sobie do buzi lub kieszeni, piszcząc z uciechy. Nawet w domach podobno tradycja każe kłaść je prosto na stole. Zwyczaj ten nawiązuje do gestu zasiewania pola przez rolnika, który zamaszystymi ruchami rozrzuca ziarno po roli, co stanowi symbol płodności. 

Jak samemu zrobić pepernoten
Bardzo prosto. Ciasto jest niemal identyczne z tym, z którego powstają pierniczki taai taai - kolejny mikołajkowy przysmak. Jeśli więc ktoś nie chce się bawić z małymi kostkami, może sobie po prostu wyciąć foremkami nieco większe kawałki.

Ingrediënten
250 gr zelfrijzend bakmeel
250 gr vloeibare honing
1 ei
1 eetlepel speculaaskruiden
1 theelepel gemalen anijszaad

Bereiding
Doe de honing, het ei, de kruiden en het anijszaad in een kom. Zeef het bakmeel, meng alles goed door elkaar.
Laat het deeg 1 uur afgedekt in de koelkast rusten. Verwarm intussen de oven voor op 200 graden.
Leg het deeg op een met bloem bestoven werkvlak, en vorm van het deeg repen. Snijd de repen in dobbelstenen. Leg de dobbelstenen op de ingevette bakplaat en bak ze ong. 10-15 min. in de oven bruin en gaar.

Składniki
250 g mąki do pieczenia (która zawiera już proszek do pieczenia)
250 g płynnego miodu
1 jajko
1 łyżka przyprawy do ciastek Speculaas (czyli cynamon, kardamon, imbir, zmielona skórka pomarańczowa, kolendra)
1 łyżeczka zmielonego anyżu

Przygotowanie
W misce połącz ze sobą miód, jajko, przyprawy i anyż. Dodaj mąkę i dobrze wszystko wymieszaj.
Odłóż ciasto pod przykryciem na godzinę do lodówki. W międzyczasie rozgrzej piecyk do 200 stopni.
Połóż ciasto na stolnicę posypaną mąką i uformuj z niego paski. Pokrój paski na kawałki wielkości kostek do gry. Ułóż kostki na blasze posmarowanej tłuszczem i piecz ok. 10 - 15 min aż będą brązowe. 

Powodzenia w kuchennych eksperymentach! I dajcie znać koniecznie, jak Wam poszło :)

źródła: 
http://nl.wikipedia.org/wiki/Pepernoot
http://www.bakkerijmuseum.nl/kalwiblo/index.php?t=4&h=43&s=96
http://www.sinterklaasrecepten.com/recept-pepernoten.php

wtorek, 25 listopada 2014

Holenderska kuchnia

W 80 blogów dookoła świata to projekt blogerów, którzy opisują to samo zagadnienie z perspektywy różnych krajów, języków i kultur. Listopadowa edycja jest poświęcona kuchni, zwyczajom żywieniowym, tradycyjnym potrawom i przysmakom. Pisałam już o niektórych holenderskich słodkościach jak  stroopwafle i dropy, wspomniałam też o śledziach oraz serach, a także sylwestrowych pączkach, więc teraz będzie o tym, co od wielu lat pojawia się w holenderskich garnkach na co dzień.  


Stamppot - tłuczony garnek
To najpopularniejsze danie, najprostsze i ma wiele odmian. Zazwyczaj podstawą są gotowane ziemniaki z warzywnymi dodatkami, które potem trzeba wymieszać, utłuc, rozbełtać - jak kto woli - na brejowatą masę. Ten jednogarnkowy posiłek wywodzi się z wiejskiej tradycji. Wygląd gotowej potrawy na talerzu nie budzi zachwytu, ale chodzi przecież o smak, a ten wciąż jest ceniony przez Holendrów. Zresztą oceńcie sami - oto boerenkool met worst - ziemniaki z jarmużem i kiełbasą: 

Tłuczony garnek z jarmużem (Wikimedia Commons)
A tu inny rodzaj - stamppot andijvie, też bazujący na kartoflach, tym razem z endywią i skwarkami: 

Tłuczony garnek z endywią
I jak się Wam podoba? Nie bardzo? To może skusicie się na inny gatunek:

Hete bliksem (tłum. gorąca błyskawica) - nazywany też hemel en aarde (niebo i ziemia) - to ziemniaki z jabłkami, cebulką i skwarkami lub kaszanką. 

Stamppot zuurkool - kartofle z kiszoną kapustą - jak sama nazwa mówi.

Hutspot - to ziemniaki, marchewka i cebulka.

Stamppot zalm - cykoria, ziemniaki, filet z łososia (zalm), śmietanka i koperek.

Stamppot prei -  por (prei), kostki żółtego sera i ziemniaki oczywiście :) 

Stamppot Hawai - kartofle, ananas, czerwona papryka i jabłka. Czasem dodaje się też kukurydzę. 

Blote billetjes in het gras (Gołe pośladki w trawie) lub też blote kindertjes (dzieciaczki) in het gras - tak, tak - to również tłuczony garnek - na bazie ziemniaków, fasolki szparagowej i białej fasoli. Owo danie o intrygującej nazwie zyskało popularność po tym, jak matka jednego z piłkarzy zaprezentowała je w programie telewizyjnym De Regenjas. Poniższy klip jest wycinkiem z tego właśnie programu - stamppot pojawia się w drugiej minucie: 

I tak można długo wymieniać i wymyślać - widzicie więc, że gotować, tłuc i mieszać ze sobą można niemal wszystko :)

Erwtensoep - grochówka
Nazywana też snert to kolejne danie idealne na jesienne i zimowe wieczory. Zasadniczo jest zupą, ale tak gęstą, że niektórzy zaliczają ją do tłuczonych garnków. Podobno najlepszy smak ma na drugi dzień. A serwuje się ją często z żytnim chlebem posmarowanym masłem, obłożonym żółtym serem lub boczkiem. Na przykład tak: 
Holenderska grochówka (Wikimedia Commons)
Pannenkoeken - naleśniki
Niektórzy jedzą je zawsze po grochówce - jako deser, ale świetnie nadają się jako danie główne. Wszystko zależy od dodatków, a te ogranicza tylko wyobraźnia :) Najczęściej są spożywane na słodko - z syropem (stroop) lub cukrem pudrem. 
Naleśnik  z syropem (Wikimedia Commons)
Do 1996 roku naleśnik nazywał się pannekoek (bez n w środku). Dziś słowo to ma obraźliwy charakter (scheldwoord), określa ono słabeusza, osobę pozostającą w tyle. Trzeba więc pamiętać o prawidłowej pisowni i wymowie, jeśli chcemy żyć w zgodzie z Holendrami ;) 

Gehaktbal - kotlet mielony
Podobnie jak grochówka i naleśniki - również kotlet brzmi znajomo :) I faktycznie jest bardzo podobny do naszego tradycyjnego mielonego. Holendrzy są do niego bardzo przywiązani. Kiedyś rozmawiałam z koleżanką z pracy na tematy kulinarne i była zdziwiona, że Polacy też jedzą holenderskie kotlety ;) Nie wiem, kto go pierwszy odkrył, ale przypuszczam, iż tak prosty przepis mógł mieć wielu ojców. 
Kotlet mielony z tłuczonym garnkiem w tle (Wikimedia Commons)
Ta codzienna holenderska kuchnia wcale nie różni się tak bardzo od naszej, prawda? A może sami kosztowaliście niektórych potraw? Smakowały? Ja zostałam poczęstowana kiedyś tłuczonym garnkiem z jarmużem i kiełbasą. Był naprawdę niczego sobie, dobrze doprawiony solą, pieprzem i jeszcze innymi tajemnymi specyfikami. Natomiast nie smakowały mi zupełnie naleśniki przygotowane z półproduktów. (Takie naleśniki w proszku lub ciasto w butelce gotowe do smażenia można kupić w każdym supermarkecie.) Pachniały cudownie, ale w ustach okazały się gorzkawe i papierowe, co nie przeszkadzało zupełnie moim koleżankom zajadać się nimi ze smakiem ;) Każdy ma swoje upodobania kulinarne - a jakie macie Wy? :)

Zajrzyjcie też koniecznie na inne blogi:


CHINY

Biały Mały Tajfun Baixiaotai: 12 potraw Yunnanu
FRANCJA

Francais-mon-amour: Moje osobiste top 5 kuchni francuskiej

Love For France: Boeuf bourgignon

Francuskie (i inne) notatki Niki:  Kuchnia francuska - moja osobista lista "pięciu przebojów"

HISZPANIA

Hiszpański na luzie: Czosnek w kuchni hiszpańskiej

NIEMCY

Blog o języku niemieckim: Dziwne niemieckie dania.
http://dianakorzeb.pl/2014/11/25/w-80-blogow-dookola-swiata-dziwne-niemieckie-dania/

Willkommen in Polschland: Kuchnia niemiecka a sprawa polska

Niemiecka Sofa: Kuchnia w Niemczech - przepis na Currywurst

NORWEGIA

Pat i Norway: Morskie opowieści (kulinarne)

ROSJA 

Rosyjskie Śnadanie: Bliny, kawior, Łomonosow

SZWAJCARIA

Szwajcaria moimi oczami: Tradycyjne potrawy w poszczególnych kantonach Szwajcarii.

Szwajcarskie Blabliblu: Co można zrobić z sera? 

SZWECJA

Szwecjoblog: Szwedzka kuchnia? Szwedzkie kuchnie!

WIELKA BRYTANIA 

English-at-Tea: Kuchnia Anglii moim okiem 
WŁOCHY

Wloskielove: Jak Włoszki to robią czyli czy makaron tuczy?

 http://wp.me/p4n2x4-b9

Primo Cappuccino: Jak skutecznie obrzydzić sobie Włochy?

http://www.primocappuccino.pl/kuchnia-wloska-obrzydliwe-potrawy/

Studia, parla, ama: 10 rzeczy o kuchni włoskiej, których nie wiedziałeś
http://studiaparlaama.pl/w-80-blogow-dookola-swiata-10-rzeczy-o-kuchni-wloskiej-ktorych-nie-wiedziales/

WIETNAM 

Wietnam.info: Kuchnia wietnamska

Jeśli sam jesteś blogerem kulturowym lub językowym i chciał(a)byś wziąć udział w naszym projekcie - napisz do nas:  blogi.jezykowe1@gmail.com albo dołącz do naszej grupy na Facebooku.

czwartek, 20 listopada 2014

Słówko: naaien - szyć

Dziś kilka słów o niewinnym czasowniku, który powinien być używany ostrożnie zwłaszcza przez panie.

naaien
szyć

I cóż w tym niebezpiecznego? To, iż naaien znaczy również oszukać oraz..... mieć stosunek seksualny. Dlatego kobiety zazwyczaj nie mówią, że szyją, tylko robią ubrania - kleren maken

Czasem gdy Holender czuje się nabity w butelkę, nabrany, wykorzystany, mówi: 

Ik word genaaid zonder ervan te genieten. 

To zdanie świetnie pokazuje dwuznaczność słówka naaien i własnie dlatego jest trudne do przetłumaczenia. Może jednak ktoś z Was się o to pokusi? :) Podpowiem tylko znaczenie pozostałych wyrazów: 
zonder - bez
genieten - mieć przyjemność
van - z (w kontekście powyższego zdania)

To kto podniesie rękawicę? :)