piątek, 26 września 2014

Język polski z holenderskiej perspektywy

W 80 blogów dookoła świata to projekt blogerów, którzy opisują to samo zagadnienie z perspektywy różnych krajów, języków i kultur. W tym miesiącu temat brzmi następująco: Jak język holenderski wpłynął na moje postrzeganie świata? Zakres szalenie szeroki jak na jeden post, toteż zawęziłam nieco tematykę i postanowiłam ograniczyć się do zagadnień czysto językowych. Bo przecież dziś jest Europejski Dzień Języków! Będzie więc o tym, co nowego odkryłam w rodzimym języku polskim dzięki poznaniu języka holenderskiego. A na koniec tradycyjnie już zaproszę w dalszą blogową podróż, w trakcie której dowiecie się, jak nauka innych języków wpływa na sposób myślenia i spostrzegania rzeczywistości. 


Nie zdawałam sobie sprawy, jak bardzo moje myślenie jest zakorzenione w języku polskim, dopóki nie nauczyłam się holenderskiego. Owszem, mam za sobą kilka lat nauki niemieckiego i rosyjskiego w szkole podstawowej i średniej, a potem jeszcze w trakcie studiów, ale żaden z tych języków nie był przeze mnie intensywnie praktykowany, więc obydwa pozostały w sferze wiedzy martwej, która z biegiem czasu znów staje się niewiedzą ;).  Może jeszcze angielski, jako coraz bardziej obecny w różnych dziedzinach życia, jest dla mnie językiem żywym, choć nie w takim stopniu, jak niderlandzki. Kiedy mieszkając w Holandii poznałam ten język w różnych jego odsłonach - podręcznikowej i ulicznej, naukowej i podwórkowej, regionalnej i globalnej - zaczęłam inaczej patrzeć na język polski. I dokonałam następujących trzech odkryć:   

1. Język polski jest nielogiczny. 
Czasami. Zwłaszcza gdy używamy zaprzeczeń. Żeby długo nie tłumaczyć, podam przykład z życia. Koleżanka w pracy zapytała mnie kiedyś:
- Durf je het niet? Nie masz odwagi (tego zrobić)? 
- Ja, ik durf het niet. Tak, nie mam odwagi. - odpowiedziałam, na co koleżanka wybuchnęła śmiechem. Dlaczego? Bo zaprzeczyłam sama sobie. Prawidłowa odpowiedź powinna brzmieć: Nee, ik durf het niet. 
I wtedy przypomniało mi się, że owszem, słyszałam już wcześniej, chyba na lekcji angielskiego, iż nie ma opcji: Yes, I don't ani No, I do, ale dopiero życie nauczyło mnie myśleć w ten sposób. 

Innym przykładem są zdania z dwoma przeczeniami. Zgodnie z prawidłami logiki minus i minus daje plus, więc dwa zaprzeczenia są potwierdzeniem. Ale nie w języku polskim ;) Mówimy przecież:
Nie mam żadnych pieniędzy. Ik heb geen geld. 
Logiczne, prawda?  :) 

2. Język polski jest opisowy. 
I długi. Zauważyliście, że zwykły płyn do mycia naczyń to aż cztery wyrazy? A po holendersku to tylko jeden: afwasmiddel. No dobrze, z rodzajnikiem dwa: het afwasmiddel. Podobnie jest z wieloma innymi słowami: 
jeździć na rowerze - fietsen
jeździć na nartachskiën
uprawiać sport - sporten
pasta do mycia zębów - de / het tandpasta
wysyłać wiadomości na Twitterze - twitteren
zadzwonić z odmową - afbellen
To dlatego, że w holenderskim bardzo prosto można tworzyć nowe wyrazy sklejając ze sobą już istniejące. O rekordzistach w stylu  kindercarnavalsoptochtvoorbereidingswerkzaamhedencomitéleden wspominałam we wcześniejszej edycji, ale wiele krótkich złożeń jest używanych na co dzień. A po polsku opisujemy wszystko odmieniając jeszcze poszczególne wyrazy przez przypadki. To dopiero jazda! :) 

3. Dobry wieczór i dzień dobry w języku polskim jest zmienne. 
Już na jednej z pierwszych lekcji holenderskiego dowiedziałam się, że goedemorgen mówimy do godziny 12.00, goedemiddag używamy między 12.00 a 18.00, a potem już tylko goedenavond. Początkowo nie przywiązywałam znacznej uwagi do godzin, traktując powyższą informację jako orientacyjną. Toteż zdziwiłam się któregoś dnia w sklepie, kiedy kobieta stojąca przede mną w kolejce do kasy poprawiała kasjerkę, odpowiadając: goedemiddag na jej goedemorgen, tłumacząc jednocześnie, że przecież jest już 5 po 12. Ot, kolejny wymiar holenderskiej punktualności ;) Niemniej jednak zaczęłam się zastanawiać, kiedy my mówimy jeszcze dzień dobry a kiedy już dobry wieczór? Gdzie leży ta granica i co jest ją wyznacza? Nie przypominam sobie, żeby ktokolwiek określał tutaj ramy godzinowe. W moim odczuciu to zachodzące słońce dyktuje odpowiedni zwrot. Póki jest jasno, mówimy dzień dobry, gdy jest już ciemno za oknem - dobry wieczór. I jest to granica bardzo szeroka - przecież zachód słońca trwa i obejmuje różne odcienie zmierzchu! No i słońce zachodzi przecież szybciej zimą niż latem, więc w lipcu o godz. 18.00 powiemy raczej dzień dobry, natomiast w grudniu o tej samej porze już dobry wieczór. 

A Wy jak rozgraniczacie te dwa powitania? I co nowego odkryliście, dzięki nauce innych języków? Z przyjemnością i ogromną ciekawością przeczytam o tym w komentarzach :) 

Zapraszam w dalszą językową podróż:

Angielski:
Angielski dla każdego: Jak język angielski wpłynął na moje postrzeganie świata?

Następna Blogująca: Nie ta sama głowa- jak język obcy sprawia, że człowiek myśli o tym, o czym nigdy nie myślał

Esperanto:
Językowa Oaza: Czy esperantyści mówią jak roboty?

Hiszpański:
Hiszpański na luzie - Przez hiszpańskie okulary. Jak język wpływa na nasze postrzeganie świata?  

Niemiecki:
Niemiecka Sofa - Jak język niemiecki wpłynął na moje postrzeganie świata?http://niemieckasofa.pl/2014/09/jezyk-niemiecki-wplynal-postrzeganie-swiata/ 

Blog o języku niemieckim - Jak język niemiecki wpłynął na moje postrzeganie świata?

Norweski:
Pat i Norway - Jak język norweski wpłynął na moje postrzeganie świata.

Rosyjski:
Rosyjskie Śniadanie -Jak opanowany przeze mnie język obcy wpłynął na moje postrzeganie świata? 

Szwedzki:
Szwecjoblog - Jak opanowany przeze mnie język obcy wpłynął na moje postrzeganie świata? 

Włoski:
Studia, parla, ama - Jak opanowany przeze mnie język obcy wpłynął na moje postrzeganie świata? 

Jeśli sam jesteś blogerem kulturowym lub językowym i chciał(a)byś dołączyć do naszego projektu - napisz do nas:  blogi.jezykowe1@gmail.com 

wtorek, 16 września 2014

"Skarbie fryteczko!"

Ten zwrot zapamiętałam z filmu Amazonki (Amazones). Jedna z bohaterek - zwariowana mamuśka witała tak swoje dziecko. Spodobał mi się :)

schatje patatje
 skarbie 

Literalnie trudno to przetłumaczyć. Schatje to zdrobnienie słowa schat - skarb, natomiast patatje - to również zdrobnienie słowa frytka (patat). Jak więc brzmiałoby to po polsku? Skarbusiu fryteczko? ;) Jakoś tak...
Choć częściej jest używany w stosunku do dzieci,  można również w ten sposób zwrócić się do swojej ukochanej, względnie ukochanego :)

Frytki (Wikimedia Commons)
Jak Wam się podoba? Chcielibyście być tak nazywani? :) 

poniedziałek, 8 września 2014

Vincent Bijlo

Bijlo - holenderski kabareciarz i pisarz - zaintrygował mnie, kiedy w poszukiwaniu materiałów do poprzedniego posta natrafiłam na jeden z jego utworów Het is gewoon zo.  Przyglądałam się jego ruchom na scenie, sprawiał wrażenie nieco sztywnego i nie patrzył na publiczność. Zaskoczyło mnie to. Czyżby .....był niewidomy? Przyjrzałam się jego oczom - faktycznie - są martwe. A mimo to na scenie wydawał się czuć jak ryba w wodzie. Pogrzebałam więc w przepastnych czeluściach internetu i tak dowiedziałam się, że:

1. Vincent od urodzenia, tj. od 49 lat, poznaje świat wszystkimi innymi zmysłami, poza wzrokiem. 

2. Skończył filolologię niderlandzką.

3. Jego żona, Mariska Reijmerink jest anglistką i piosenkarką, poznali się w 1986 i czasem występują razem. Nie mają dzieci. 

4. Pisze artykuły do gazet (m.in. Algemeen Dagblad), można go też usłyszeć w radiu lub zobaczyć w telewizji. 

5. Wybiera się na Marsa - tak przynajmniej ogłasza w swoim obecnym programie kabaretowym Enkeltje Mars - Bilet w jedną stronę na Marsa.  ;) 

Oto, co dokładnie pisze: 

Ik, Vincent Bijlo, zal niet lang meer op aarde rondlopen. 
Ja, Vincent Bijlo, wkrótce nie będę już dłużej chodził po tej ziemi. 
Ik ga, als eerste en voorlopig enige cabaretier, naar Mars.
Lecę na Marsa, jako pierwszy i tymczasowo jedyny kabareciarz.  
Ik ga daar de functie van huiscabaretier uitoefenen. 
Będę tam pełnił funkcję domowego kabareciarza. 
Terug kan ik nooit meer, er staan nog geen benzinepompen op Mars.
Nigdy nie będę mógł wrócić z powrotem, na Marsie nie ma jeszcze stacji paliw. 

A tu krótka zajawka najnowszego programu Enkeltje Mars: 


Znacie Vincenta? A może ktoś z Was spotkał go osobiście lub widział na scenie? Jestem ciekawa Waszych wrażeń : )

Źródło:
http://www.vincentbijlo.com

poniedziałek, 1 września 2014

Po prostu

Macie czasem tak, że nie wiadomo, co powiedzieć? Jak wyjaśnić bieg wydarzeń, gdy ktoś pyta: Dlaczego? (Waarom?) lub Jako to? (Hoezo?) Ja tak mam. I używam wtedy bardzo wygodnego zwrotu: 

het is gewoon zo
tak po prostu jest

Można też powiedzieć dat is gewoon zo. Krótko, zwięźle i na każdy temat. Sprytne, nie? ;) 

A oto przykłady wykorzystania tego zwrotu razem z kontekstem:

Gek word ik van scheikunde. Waarom? Het is gewoon zo.  żródło 
Mam bzika na punkcie chemii. Dlaczego? Tak po prostu jest. 

"Had je dit verwacht?"
Oczekiwałeś tego? 
"Nee. Het is gewoon zo gelopen, de weg is heel apart geweest."  żródło
Nie, tak się po prostu złożyło. Droga była bardzo szczególna. 

I jeszcze coś do posłuchania - piosenka Vincenta Bijlo Het is gewoon zo. Podoba mi się wymowa Vincenta - mówi powoli i baaardzo wyraźnie. Sprawdźcie sami! 

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Edukacja w Holandii

W 80 blogów dookoła świata to projekt blogerów, którzy opisują to samo zagadnienie z perspektywy różnych krajów, języków i kultur. Obecny temat jest poświęcony szkole, wszak w Polsce zbliża się już wielkimi krokami rok szkolny.  Opowiem więc dziś krótko, jak to kształci się Holendrów, a potem zapraszam w blogową podróż poprzez edukacyjne systemy i zwyczaje innych narodów :)

Krótkie dzieciństwo 
W Holandii dzieci rozpoczynają swoją szkolną przygodę (dla niektórych drogę przez mękę) zaraz po skończeniu 4. roku życia. I nie ważne, czy wypada to we wrześniu, grudniu czy w czerwcu. Czwarte urodziny wiążą się zawsze ze szkolną wyprawką i dużą zmianą w życiu. Wcześniej dzieci spędzały czas albo z dziadkami, rodzicami pracującymi na zmiany lub też w żłobko - przedszkolach (kinderopvang lub kinderdagverblijf), gdzie mogły się przede wszystkim bawić, ale zajęć miały mało lub wcale. Teraz maszerują do szkoły często dumne, że już są takie duże i mają swój szkolny plecak (tylko z drugim śniadaniem w środku). Nauka w dwóch pierwszych klasach przypomina polską edukację przedszkolną - czyli głównie przygotowanie do nauki czytania i pisania oraz liczenia. Litery dzieci poznają w klasie trzeciej. Wtedy też często zmienia się sala szkolna - jest mniej zabawek i kącików z poduszkami, a na pierwszy plan wysuwają się szkolne ławki i biurko nauczycielki. 
Nauka w szkole podstawowej trwa około ośmiu lat. Piszę "około", gdyż to zależy od tempa rozwoju dziecka. Jeśli np.: czterolatek rozpocznie edukację w lutym i szybko opanuje materiał klasy pierwszej, to z kolejnym rokiem przechodzi do klasy drugiej. Jeśli jednak potrzebuje więcej czasu, wówczas zostaje jeszcze rok ze swoją grupą. Dlatego też czasem klasa I i II są łączone. 

Ósma klasa i co dalej? 
To zależy od możliwości dziecka wykazanych na teście cito (citotoets). Jeśli ma zainteresowania praktyczne lub z trudem opanowuje wiedzę teoretyczną, zazwyczaj idzie do VMBO (voorbereidend middelbaar beroepsonderwijs - przygotowująca średnia edukacja zawodowa, "zawodówka"). Tam spędza 4 lata, a potem może kontynuować naukę na poziomie MBO (middelbaar beroepsonderwijs - średnia edukacja zawodowa). Przeciętne lub dobre oceny z egzaminu cito predysponują zazwyczaj do trwającego pięć lat HAVO (hoger algemeen voortgezet onderwijs - wyższa edukacja ogólna). Potem może studiować kierunki praktyczne - wymagające zarówno wiedzy jak i umiejętności, np.: rehabilitant, pielęgniarka, nauczyciel itp. Studia te to HBO (hoger beroeps onderwijs - wyższa edukacja zawodowa). Natomiast zdolniacha z zacięciem do nauki i akademickich dysput zapewne wybierze VWO (voorbereidend wetenschappelijk onderwijs - przygotowująca edukacja naukowa, odpowiednik "ogólniaka"), spędzi tam 6 trudnych lat, po czym zapewne wybierze się na uniwersytet (WO - wetenschappelijk onderwijs). Skomplikowane, wiem ;) Może dla bardziej dociekliwych pomocny będzie taki schemacik: 
Żródło
basisonderwijs - edukacja podstawowa - 8 lat
basisvorming - formacja bazowa - trwa 2 lub 3 lata, wspólna zarówno dla VMBO ("zawodówki"), HAVO jak i VWO ("liceum")
speciaal onderwijs - edukacja specjalna - dla dzieci z niepełnosprawnościami
middelbaar beroepsonderwijs - edukacja zawodowa 
hoger onderwijs - edukacja wyższa, studia

Czas nauki i czas odpoczynku 
Wiecie, że letnie wakacje (zomervakantie) trwają tylko 6 tygodni? Początek i koniec letniej laby jest różny w różnych rejonach Holandii. I nie jest tak fetowany, jak w Polsce. Nikt nie przychodzi na galowo w ostatni dzień roku, nie ma apeli i hymnu narodowego (może dlatego Holendrzy zazwyczaj swojego hymnu nie znają?). W podstawówce za to klasy przygotowują musicale lub przedstawienia i w ten sposób podsumowują całoroczną pracę. Skrócone wakacje są jednak kompensowane innymi wolnymi dniami w ciągu roku. I tak dzieci wyczekują na:
wakacje jesienne (herfstvakantie) - tydzień w pażdzierniku
wakacje z okazji Bożego Narodzenia (Kerstvakantie), nazywane też zimowymi (wintervakantie) - w grudniu
wakacje wiosenne (voorjaarsvakantie) - nasze ferie zimowe w lutym, 
wakacje majowe (meivakantie).
Kto wie, czy w sumie nie mają więcej wolnego od nas...? ;) 

Szkoła bez numerów 
Kiedy szukając pracy pisałam w cv "Szkoła Podstawowa nr 20" czy "I Liceum Ogólnokształcące" Holendrzy otwierali oczy ze zdumienia - co to za numery? Idea patrona to dla nich również czysta abstrakcja. Ich szkoły noszą bardzo proste nazwy, np.: Het Rijm - Rym, De Triangel - Trójkąt, Panta Rhei - Wszystko Płynie lub też De Bombardon - Tuba. I tak dalej w tym stylu. To próba stworzenia szkół bardziej przyjaznych uczniom, zwłaszcza podstawówek, bo to głównie one przyjmują takie imiona.

Oceny 
Jeśli Jaś przyjdzie do domu i powie "Mamo, dostałem 5!", polski rodzic będzie zachwycony taką oceną. A gdy taki sam stopień przyniesie Jantje? Zachwytu ze strony holenderskiego rodzica nie będzie, choć  być może uzna, że mogło być gorzej. Holender ucieszy się z 10, bowiem nauczyciele wg prawa dysponują dziesięciostopniową skalą ocen: 
10 - uitstekend - doskonale
9 - zeer goed - bardzo dobrze
8 - goed - dobrze
7 - ruim voldoende - bardzo zadowalająco / wystarczająco
6 - voldoende - zadowalająco / wystarczająco
5 - twijfelachtig / zwak - wątpliwie / słabo
4 - onvoldoende - niewystarczająco
3 - ruim onvoldoende - bardzo niewystarczająco
2 - slecht - źle
1 - zeer slecht - bardzo źle

Plecaki za oknem?!
Pisząc o holenderskiej edukacji trudno nie wspomnieć o tym widowiskowym zwyczaju. Dziwiłam się początkowo, że w okresie czerwcowo - lipcowym na wielu domach pojawiają się plecaki szkolne. Ot, wiszą po prostu na maszcie, razem z holenderską flagą. Albo zwisają przyczepione gdzieś pod oknem. Mnogość tego typu ozdób nie mogła być przypadkowa. I nie była! W ten sposób świeżo upieczeni absolwenci obwieszczają światu, że zdali egzamin na koniec etapu edukacyjnego. Taki ekstrawertyzm w holenderskim wydaniu ;) 

Szkolne żarty
Szkoła to nie tylko obowiązki oraz nauka, ale również wiele zabawnych przygód, które potem stają się tematem dowcipów i anegdotek. Dlatego kończę dziś krótkim żartem, który prawdopodobnie nie opiera się na rzeczywistym zdarzeniu (choć kto wie...?), jednak budzi uśmiech i dodaje koloru szarej szkolnej rzeczywistości: 

Jantje staat op school in de toiletten naast zijn meester. 
Jaś stoi w szkolnej toalecie obok swojego nauczyciela.
Ze plassen allebei, en Jantje wil daarna meteen weglopen. 
Załatwiają się obydwaj i Jaś chce zaraz potem odejść. 
Zijn meester roept hem terug en vraagt: 
Nauczyciel woła go z powrotem i pyta: 
"Hebben je ouders je niet geleerd om na het plassen je handen te wassen?" 
"Nie nauczyli cię rodzice, żeby po załatwieniu się myć ręce?" 
Jantje antwoordt: "Nee, zij hebben het slimmer aangepakt: 
Jaś odpowiada: "Nie, oni podeszli do tego sprytniej: 
ze hebben me meteen geleerd om niet over mijn handen te plassen." 
nauczyli mnie nie sikać na ręce." ;) 

Źródło: 

Chcesz dowiedzieć się czegoś o szkolnictwie w innych krajach? 

FRANCJA

Français-mon-amourWe francuskiej szkole 

NIEMCY

Blog o języku niemieckim: Edukacja w Niemczech 

Niemiecka Sofa: Jak wygląda nauka w niemieckiej szkole? - Wasze opinie

ROSJA

Rosyjskie śniadanie: System szkolnictwa w Rosji 

SZWECJA

Szwecjoblog: SFI czyli nauka szwedzkiego w Szwecji: 

Talar du svenska?: Jak wybrać szkołę w Szwecji:

WIELKA BRYTANIA

Learn English Śpiewająco: ABC brytyjskiej szkoły: http://english-spiewajaco.blogspot.com/2014/08/abc-brytyjskiej-szkoy.html


Angielski dla każdego: Back to school - brytyjski i polski system edukacji

WIETNAM

Wietnam.info9 faktów na temat wietnamskiej edukacji: http://www.wietnam.info/2014/08/9-faktow-na-temat-wietnamskiej-edukacji.html


PS. Jeśli sam jesteś blogerem kulturowym lub językowym i chciał(a)byś dołączyć do naszego projektu - napisz do nas:  blogi.jezykowe1@gmail.com 

poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Dik Trom i spółka

Pozostając nadal w wakacyjnych klimatach chcę Wam dziś przedstawić mojego kolejnego ulubieńca - bohatera książek dla dzieci, który obok Jipa i Janneke bawi małych Holendrów od ponad wieku. Oto on: 


Naprawdę nazywa się Dirk, ale od małego miał problem z głoską r i przedstawiał się Dik, a że do chudzielców zdecydowanie nie należał, nowe imię przylgnęło do niego na stałe (dik znaczy gruby). Łobuzuje jak na normalnego chłopaka przystało, ale ma dobre serce, chętnie pomaga biedniejszym i słabszym od siebie, a jego psoty wynikają zazwyczaj z dziecięcej lekkomyślności, czasem ze swoistego poczucia sprawiedliwości. Cokolwiek Dik nie zrobi - czy to dobrego czy złego - ojciec podsumowuje zawsze w ten sam sposób: Het is een bijzonder kind, dat is -ie. (To jest szczególne dziecko, tak jest!). Ma swoich przyjaciół, którzy stanowią zdecydowaną większość i dwóch wrogów - egoistycznego kolegę z klasy i stróża wioski, tępawego Flipsena, który zapomniał już, jak to jest być dzieckiem i wszystkiego dzieciom zabrania. 

Akcja opowiadań rozgrywa się na przełomie XIX i XX wieku w Hoofddorp, a cała seria książek zawiera wiele wątków autobiograficznych, gdyż tam właśnie mieszkał sam autor Cornelis Johannes Kieviet. Dik chodził do tej samej szkoły, co Kieviet, mieszkał w tej samej dzielnicy i jego ojciec również był stolarzem. Trudno dziś z całą pewnością stwierdzić, które z przygód Dika wydarzyły się naprawdę w życiu małego Cornelisa, ale z pewnością wiele z  nich nawiązuje do rzeczywistych zdarzeń. Jedną z tych przygód przypomina pomnik, który stoi na rynku w Hoofddorp - oto cały Dik ;) 

Dik Trom  (Tasja, Wikimedia Commons)
Założę się, że już polubiliście tego kochanego urwisa (jeśli do tej pory go nie znaliście :)). A jeżeli tak, to z pewnością zechcecie poznać go osobiście. Żeby to zrobić, nie trzeba wydawać ani złotówki (tudzież Euro), gdyż opowiadania te nie są objęte prawami autorskimi i całkiem legalnie można ściągnąć darmowe e-booki ze strony Gutenberga lub też audiobooki z Librivoxa. A oto lista dostępnych książek: 

Dik Trom en zijn Dorpsgenooten - Dik Trom i jego koledzy z wioski

Toen Dik Trom een jongen was - Kiedy Dik Trom był chłopcem

Uit het leven van Dik Trom - Z życia Dika Troma

De zoon van Dik Trom - Syn Dika Troma

Pozostaje mi życzyć Wam przyjemnej lektury :) 

piątek, 1 sierpnia 2014

Kabaret holenderski

Wakacje w rozkwicie - również na blogu, bo już dawno nie było tu żadnego naukowego wpisu ;) Ale co tam, przecież nie samym studiowaniem żyje człowiek, a i nauka nie musi (nawet nie powinna) ograniczać się do podręcznika. Życie jest najlepszym nauczycielem, więc dajmy się edukować na różne sposoby. Toteż dziś proponuję kolejny lekki temat - kabaret w wykonaniu Najiba Amhali. 

Kim jest Najib? Już widzę Wasze podejrzane spojrzenie - Amhali to na pewno Holender? Tak, choć urodzony w Maroku, w roku 1971, jako dziecko przyjechał do Holandii i tu się wychowywał w małej miejscowości Krommenie. Na przełomie lat 70 i 80 imigrantów w Niderlandach było znacznie mniej niż obecnie, Holendrzy uczyli się żyć z "obcymi", a i cudzoziemcy poznawali nowy świat, kulturę, język. Najib opanował to wszystko całkiem sprawnie, co więcej, okazał się nie tylko utalentowanym aktorem, ale i świetnym obserwatorem rzeczywistości. W swoich skeczach jest  lustrem dla społeczeństwa - parodiuje zarówno rdzennych Holendrów jak i tych napływowych, o różnym kolorze skóry. Śmieje się ze wszystkich i publiczność (bez względu na pochodzenie) uwielbia  go za to. Na scenie jest jak szafa grająca - improwizuje, śpiewa, tańczy. Lubi go także kamera - ma na swoim koncie kilka filmów. Poza wspomnianym już Prezydentem, zagrał też m.in. w "Baby Blue" (2001), Shouf Shouf Habibi (2004) (Polsce znanym pod tytułem "Cicho maleńka") czy "Valentino" (2013). 

A ile wspólnego ma Amhali z nauką języka, skoro piszę o nim tutaj? Ano dużo. I to nie tylko fakt, że występuje po holendersku. Po pierwsze - on się tego języka też musiał kiedyś nauczyć i zobaczcie, w jakim stopniu go opanował! To daje dużą nadzieję wszystkim przedzierającym się przez chaszcze obcych języków. Po drugie - choć mówi jak katarynka, robi to jednak całkiem wyraźnie, co ułatwia zrozumienie. Do tego często posługuje się ruchem, gestem, ciałem - a to język uniwersalny i nie wymaga tłumaczenia. I po trzecie - używa języka potocznego, współczesnego, którego w podręczniku nie uświadczysz. No dobrze, dosyć gadania, zapraszam do oglądania - oto krótka próba talentu Najiba. Zobaczcie, jak opowiada o amsterdamskich taksówkarzach: 


Jak Wam się podoba Amhali? 
A może macie innych ulubionych niderlandzkojęzycznych artystów scenicznych? Z przyjemnością poczytam o tym w komentarzach :) 

Żródło:

piątek, 25 lipca 2014

Holenderskie filmy

W 80 blogów dookoła świata to projekt blogerów, którzy opisują to samo zagadnienie z perspektywy różnych krajów, języków i kultur. Obecny temat jest poświęcony filmom, toteż najpierw przedstawię Wam kilka niderlandzkojęzycznych propozycji na wakacyjny, deszczowy wieczór, po czym razem z zaprzyjaźnionymi blogami zaproszę Was w głąb filmowego świata  innych narodów. Kolejną podróż czas zacząć! :)


Dla dzieci i nie tylko 
Lubię stare filmy, mają w sobie dużo łagodności, spokoju, swoistej beztroski. Pewnie dlatego jednym z moich ulubionych jest Het zakmes (Scyzoryk) z 1992 roku. To film  familijny - dla młodszych i starszych. Pisałam o nim już wcześniej (tutaj), ale wspominam go i teraz, żeby nie umknął uwadze gościnnych czytelników. Zresztą, jak o nim nie wspomnieć, skoro tak zaszedł mi w pamięć, że wciąż zdarza mi się nucić pod nosem  piosenkę autorstwa sześcioletniego bohatera Ik ben pas zes. Tom ik heb je mes .... ;)


Poruszający
Filmem, który swoimi obrazami często powracał  do mnie po obejrzeniu jest  Julia's hart (Serce Julii) z 2009 roku. To historia młodego chłopaka, zapalonego amatora biologa, który w wypadku traci dziewczynę - Julię. Ich serca za życia biły tym samym rytmem - dosłownie i w przenośni. Kiedy więc serce ukochanej zostaje przeszczepione, Thomas porusza niebo i ziemię, aby odnaleźć Julię w nowym wcieleniu. Jest bowiem przekonany, iż istota świadomości mieści się właśnie w sercu. Nie zdradzę, czy mu się to uda ;) Obejrzyjcie sami, a na zachętę przedstawiam trailer:


Wbrew pozorom oparty na faktach ;)
Najciekawsze historie pisze samo życie. Tak też było w przypadku filmu Amazones, który ukazał się w holenderskich kinach w 2004 roku. Tytułowe Amazonki to cztery kobiety, pochodzące ze skrajnie różnych środowisk, które łączy jedno - chroniczny brak pieniędzy. Zdesperowane postanawiają wziąć sprawy w swoje ręce i.... organizują napad na bank. Współpraca między  nauczycielką, prostytutką, samotną matką i żoną bezrobotnego męża (która ma jeszcze na głowie dzieci i teściów) układa się całkiem sprawnie i kto wie, jak  zdarzenia by się potoczyły, gdyby nie felerna skarpetka. Jednak nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Krótką prezentację filmu można znaleźć tutaj. 

Do śmiechu 
Jeśli lubicie współczesne komedie, to De president (2011) powinien Wam się spodobać. Ten film to wybiegająca w niedaleką przyszłość i lekko przerysowana opowieść o tym, co mogłoby się wydarzyć, gdyby zniesiono w Holandii monarchię i zamiast króla na czele państwa stanąłby prezydent. Niczym w bajce na to stanowisko zostaje wybrany w powszechnych wyborach młody Marokańczyk, który przyjechał tu do pracy razem z wujem. (W roli wuja świetny aktor i kabareciarz Najib Amhali.) Wartka akcja, oraz różnorodność języków i kultur w tle - na szczęście zawsze z niderlandzkimi napisami ;). Ciekawie aczkolwiek pesymistycznie jest też ukazany rozwój państwa holenderskiego - jako sztywnego, niewydolnego aparatu, nie radzącego sobie z problemem masowej imigracji. Na szczęście to tylko komedia, choć podobno w każdym żarcie jest ziarnko prawdy.


To byłoby na tyle z moich propozycji. Jakie są Wasze? Które filmy według Was są godne obejrzenia? Bardzo chętnie przeczytam o tym w komentarzach :)

A oto drogowskazy ku dalszej podróży po filmowym świecie:

Francja:
Français-mon-amour: Francuskie, filmowe poczucie humoru -

Blog o Francji, Francuzach i języku francuskim: To trzeba zobaczyć! -

Uzależnienie od Francuszczyzny: 5 filmów francuskich dla wymagającego widza

Hiszpania:
Hiszpański na luzie: 5 filmów hiszpańskich, dobrych i lepszych -

Niemcy:
Blog o języku niemieckim: Najlepsze niemieckie filmy - 

Rosja:  
Rosyjskie śniadanie: Ciekawe co w kinie rosyjskim - 

Dagatlumaczy.pl: "5 Rosyjskich filmów"

Stany Zjednoczone:
Learn English Śpiewająco: 5 filmów amerykańskich, które warto obejrzeć -http://english-spiewajaco.blogspot.com/2014/07/5-filmow-amerykanskich-ktore-warto.html

Szwajcaria:
Szwajcarskie Blabliblu: 3 przepiękne filmy w języku szwajcarskim (czyli po niemiecku, francusku i włosku)

Szwecja:
Szwecjoblog: 5 naprawdę smutnych filmów ze Szwecji -

Wielka Brytania:
English-Nook: 5 brytyjskich filmów wartych polecenia -

Angielski dla każdego: 5 najlepszych filmów i seriali po angielsku - 

Wietnam:
5 wietnamskich filmów, które warto obejrzeć
http://www.wietnam.info/2014/07/5-filmow-ktore-warto-obejrzec.html

Włochy:
Wloskielove: 5 włoskich filmów, które wcisną cię w fotel -

PS. Jeśli sam jesteś blogerem kulturowym lub językowym i chciał(a)byś dołączyć do naszego projektu - napisz do nas:  blogi.jezykowe1@gmail.com 

środa, 23 lipca 2014

Żałoba narodowa w Holandii

Dziś jest dzień żałoby narodowej w Holandii (nationale rouwdag) dla uczczenia pamięci ofiar zestrzelonego samolotu MH17, lecącego z Amsterdamu do Kuala Lumpur. Opuszczone do połowy flagi, bijące dzwony i minuta ciszy o godz. 16.00, kiedy to spodziewany jest przylot pierwszego samolotu z ciałami do Eindhoven. 
Na pokładzie było prawie 300 pasażerów, wśród nich 193 Holendrów. 

Żródło 

środa, 16 lipca 2014

Książka na wakacje - Het lied van het leven

Wakacje w rozkwicie - czas na odpoczynek, na podróże i na ciekawą książkę :) Dlatego dziś właśnie przychodzę z propozycją letniej lektury. 


Gruba kniga, ale w tym wypadku to bardzo dobrze, choć i tak niedosyt po skończeniu był. Wciągnęła mnie saga rodzinna rozpoczynająca się w 1940 roku, w okupowanej Holandii, kiedy to Fanny wraca do domu z dzieckiem swoich żydowskich pracodawców, Deborą, która od tej pory zostaje jej córką. Tylko najbliżsi znają sekret, dla pozostałych mieszkańców rodzinnej wioski jest panną z dzieckiem. Z tym wątkiem przeplatają się historie pozostałych członków rodzin dwóch sióstr - Berny i Jantine, a także ich przyjaciół i znajomych. Wszystko opisane prostym językiem, więc nie ma problemu z podążaniem za treścią. 

Warte uwagi są również wątki kulturowe w tle - np.: opis holenderskich tradycji bożonarodzeniowych. Dla mnie ciekawym odkryciem było pochodzenie imienia Ko. Spotkałam się z nim już wcześniej i pisałam o tym tutaj, ale dopiero dzięki jednemu z bohaterów książki odkryłam, że to zdrobnienie od imienia..... Jacob :) Czyli Ko znaczy tyle co u nas Kuba ;) 

A co Wy polecacie do czytania na wakacje i nie tylko?