sobota, 25 października 2014

Jak w Holandii upamiętnia się zmarłych?


W 80 blogów dookoła świata to projekt blogerów, którzy opisują to samo zagadnienie z perspektywy różnych krajów, języków i kultur. Ponieważ już niebawem listopad, w którym to w szczególny sposób wspominamy zmarłych – dzisiejszy temat będzie poświęcony zwyczajom związanym z pogrzebem i sposobom upamiętniania bliskich, którzy odeszli. Trochę poważniej niż zazwyczaj, jednak nie mniej ciekawie!

Najpierw pogrzeb
Pierwszym sposobem oddawania czci zmarłym – najbardziej indywidualnym i poruszającym - jest zazwyczaj pogrzeb lub mówiąc bardziej ogólnie – ostatnie pożegnanie, gdyż zmarli w Holandii coraz częściej są kremowani. Zdarzyło mi się raz uczestniczyć w pożegnaniu pewnej starszej pani – nazwijmy ją Joanna. Odwiedzałam ją w domu, kiedy była w ostatniej fazie choroby i bardzo się polubiłyśmy. Po jej śmierci rodzina zaprosiła mnie na uroczystości, które składały się z dwóch etapów. Najpierw kilka dni po śmierci miało miejsce osobiste pożegnanie i składanie kondolencji. W wyznaczonych godzinach można było przyjść do domu pogrzebowego, gdzie w małym, chłodzonym pomieszczeniu leżała trumna. Pokoik ten był bardzo osobiście urządzony – córki pani Joanny powiesiły tam zdjęcia z różnych okresów jej życia. To był czas na ostatnie indywidualne rozmowy ze zmarłą i na składanie kondolencji rodzinie. Czasem żałobnicy przynosili kwiaty, które ustawiano wokół trumny. Wyrazy współczucia zaś – spisane na kartkach – wręczali bliskim, ci ze swej strony zapraszali na kawę do sali obok. Serwowaniem napojów zajmował się dom pogrzebowy i był do tego przygotowany, gdyż w swojej bogatej ofercie usług oferował również organizację konselacji (stypy).
Drugi etap pożegnania – kilka dni później - miał charakter oficjalny i odbywał się w dużej auli, gdzie wokół trumny zgromadzili się wszyscy krewni oraz znajomi. Rodzina i najbliżsi przyjaciele przygotowali krótkie wystąpienia, w których opowiadali o zmarłej. Wspomnienia te były przeplatane fragmentami muzyki, a zakończone kilkusekundowym filmem z wakacji, na którym pani Joanna wypowiedziała tylko jedną kwestię: „To dopiero życie!”. Oczywiście odnosiła się ona do urlopu, jednak odtworzona w takiej chwili była podsumowaniem wszystkich 75 lat i na te słowa wielu z obecnych znów sięgnęło po chusteczki. Ostatnim elementem pożegnania było odprowadzenie trumny do krematorium. W tym uczestniczyła tylko najbliższa rodzina.
Po oficjalnym pożegnaniu wszyscy obecni zostali zaproszeni na nieformalne spotkanie do pubu, gdzie przy kuflu piwa lub filiżance kawy można było jeszcze raz wspominać panią Joannę w rozmowach z innymi i oglądać przygotowane wcześniej całe albumy z jej zdjęciami.

A co po pogrzebie?
To w dużej mierze zależy od religii wyznawanej przez zmarłego i od sposobu, w jaki został pożegnany. Holendrzy rzadko odwiedzają cmentarze, co po części jest spowodowane coraz większą popularnością kremacji. Groby są dosyć ubogo ozdobione w porównaniu do polskich. Wyjątek stanowią nagrobki dzieci – pełne zabawek, lalek, przytulanek i zdjęć. Nie wiem, jak wspominają zmarłych protestanci lub muzułmanie (których jest w Holandii coraz więcej), ale bardzo podobał mi się zwyczaj katolików, a mówiąc dokładniej – sposób, w jaki proboszcz miejscowej parafii katolickiej, do której należałam, upamiętniał zmarłych podczas wieczornej Mszy 1. listopda. Szczególną pamięcią były otaczane osoby, które odeszły w ciągu ostatniego roku. Podczas gdy lektor czytał ich nazwiska, bliscy wkładali jedną różę do wspólnego wazonu i zapalali małą świeczkę. Bardzo wzruszający moment. Oczywiście w większości polskich parafii byłoby to nie do zorganizowania ze względu na dużo większą liczbę pogrzebów.

I jak? Przebrnęliście przez wszystko do końca? J Tekst może nie za długi, jednak temat dla wielu bardzo trudny. A Wy macie swoje spostrzeżenia związane ze wspominaniem zmarłych w Holandii? Lub znacie ciekawe lokalne tradycje? Z chęcią przeczytam o tym w komentarzach!

Jeśli natomiast chcecie dowiedzieć się czegoś więcej na temat oddawania czci zmarłym w innych kulturach, zapraszam do odwiedzenia pozostałych blogów:

Francja
Francais-mon-amour: Sprawa życia i śmierci

Blog o Francji, Francuzach i języku francuskim: Dzień Wszystkich Świętych we Francji

Niemcy:
Willkommen in Polschland: Niemieckie cmentarze

Blog o języku niemieckim: Słownictwo związane z przemijaniem.

Niemiecka Sofa: Jak w Niemczech upamiętnia się zmarłych?

Norwegia:
Pati Norway: Jak w Norwegii upamiętnia się zmarłych?

Rosja:
Rosyjskie śniadanie: Jak w Rosji upamiętnia się zmarłych?

Szwajcaria:
Szwajcaria moimi oczami: Znani pochowani w Szwajcarii

Szwajcarskie Blabliblu: W Szwajcarii jest niezwykle nawet po śmierci.

Szwecja:
Szwecjoblog: Jak w Szwecji mówi się o śmierci?

Wielka Brytania: 
English-nook: Przemijanie po angielsku 

English-at-tea: Dzień Wszystkich Świętych w Anglii

Wietnam: 
Wietnam.info: Jak w Wietnamie upamiętnia się zmarłych?

Jeśli sam jesteś blogerem kulturowym lub językowym i chciał(a)byś dołączyć do naszego projektu - napisz do nas:  blogi.jezykowe1@gmail.com 

piątek, 17 października 2014

Tylko dla singli

Jest taka restauracja w Amsterdamie, do której nie możesz przyjść z dziewczyną lub z chłopakiem, ani z narzeczonym, ani z narzeczoną, ani z żoną, ani z mężem. Tam możesz cieszyć się tylko swoim towarzystwem, bo stoliki są tak małe, że nie ma miejsca nawet na książkę lub gazetę. I ktoś to zrobił specjalnie! Ten ktoś to Marina van Goor, projektantka. Stworzyła w zeszłym roku miejsce dla osób, które nie przepadają za ludźmi - jednoosobową restaurację. Chce w ten sposób pokazać, iż wyjście na samotną kolację może być ciekawym doświadczeniem przebywania samemu ze sobą i wcale nie musi od razu wywoływać współczucia lub litości. 

Restauracja nazywa się Eenmaal, co oznacza zarówno "jeden raz" jak i "jeden posiłek". Ciekawostkę stanowi fakt, iż miejsce to jest otwierane czasowo, kilka dni w miesiącu i może mieć różne lokalizacje (ang. pop up restaurant). Wystrój wnętrza jest bardzo prosty, wręcz minimalistyczny - białe ściany, czarne małe stoliczki bez obrusów. Zresztą zobaczcie sami na tym krótkim filmiku: 


Jak Wam się podoba taki pomysł? We mnie wzbudził zdziwienie. Bo wyjście do restauracji zazwyczaj kojarzyło mi się z towarzystwem, nawet jeśli nie masz z kim, a chcesz pobyć między ludźmi to idziesz na kawę do kawiarni. Zawsze jest szansa, że ktoś się przysiądzie ;) Bary i kluby mają zazwyczaj małe stoliczki dla pojedynczych osób, czy więc jest potrzeba tworzenia specjalnego miejsca wyłącznie dla singli? Tym bardziej, że wiele gospodarstw domowych w Holandii jest jednoosobowych i ludzie coraz bardziej się od siebie oddalają, tworzą dystans, chronią swoje granice. Znajoma Holenderka z kilkudziesięcioletnim doświadczeniem życiowym powiedziała mi kiedyś, że tuż po wojnie ludzie byli sobie bliżsi, bo byli biedni. Potrzebowali siebie wzajemnie, swojej pomocy, więcej czasu spędzali razem. A obecnie dobrobyt sprawił, że każdy jest samowystarczalny i odsuwa się od innych. Coś w tym jest. Choć z drugiej strony doświadczenie przebywania samemu ze sobą, kontakt z własnymi potrzebami to bardzo ważna rzecz. Nie wiem tylko, na ile można się zagłębić w siebie będąc jednak w miejscu publicznym. Czas pokaże, jak długo taka restauracja się utrzyma i czy będą powstawać kolejne. Zawsze jest to jakiś znak czasu,  zmieniających się społeczeństw i przemian w kulturze. 

źródło: 
http://eenmaal.com/ 
https://www.facebook.com/popupeenmaal/info

piątek, 10 października 2014

Dorsz

Lubicie ryby? Podobno są bardzo zdrowe. A taką jadacie?

de kabeljauw
dorsz

Polując któregoś dnia na obiad w supermarkecie zauważyłam w lodówce taką oto ciekawą nazwę. Mrożonki nie kupiłam, ale po powrocie do domu sprawdziłam znaczenie. Spodobało mi się to słówko. Ryba mniej ;) 

Dorsz (Wikimedia Commons)


wtorek, 30 września 2014

Niestety

Są takie zwroty, które choć często używane, w dosłownym tłumaczeniu logiki nie mają za grosz, za to ładnie brzmią, bo się rymują. Do takich należy 

helaas pindakaas 
niestety

Helaas oznacza tyle, co niestety, natomiast pindakaas to masło orzechowe. Co ma piernik do wiatraka? Nic poza rymem. Skąd więc to dziwne zestawienie? Podobno pod koniec lat 80. w szkole w Delft zrozpaczony uczeń użył tego zwrotu po raz pierwszy i wyrażenie to szybko oraz na trwałe wpisało się we współczesny język. I stało się tak popularne jak samo masło orzechowe, zjadane w ogromnych ilościach przez małych i dużych Holenderów ;) 

masło orzechowe (PiccoloNamek, Wikimedia Commons)
A Wy lubicie masło orzechowe? :)

źródło: http://www.goeievraag.nl/vraag/wetenschap/taal/zeggen-mensen-helaas-pindakaas.32055

piątek, 26 września 2014

Język polski z holenderskiej perspektywy

W 80 blogów dookoła świata to projekt blogerów, którzy opisują to samo zagadnienie z perspektywy różnych krajów, języków i kultur. W tym miesiącu temat brzmi następująco: Jak język holenderski wpłynął na moje postrzeganie świata? Zakres szalenie szeroki jak na jeden post, toteż zawęziłam nieco tematykę i postanowiłam ograniczyć się do zagadnień czysto językowych. Bo przecież dziś jest Europejski Dzień Języków! Będzie więc o tym, co nowego odkryłam w rodzimym języku polskim dzięki poznaniu języka holenderskiego. A na koniec tradycyjnie już zaproszę w dalszą blogową podróż, w trakcie której dowiecie się, jak nauka innych języków wpływa na sposób myślenia i spostrzegania rzeczywistości. 


Nie zdawałam sobie sprawy, jak bardzo moje myślenie jest zakorzenione w języku polskim, dopóki nie nauczyłam się holenderskiego. Owszem, mam za sobą kilka lat nauki niemieckiego i rosyjskiego w szkole podstawowej i średniej, a potem jeszcze w trakcie studiów, ale żaden z tych języków nie był przeze mnie intensywnie praktykowany, więc obydwa pozostały w sferze wiedzy martwej, która z biegiem czasu znów staje się niewiedzą ;).  Może jeszcze angielski, jako coraz bardziej obecny w różnych dziedzinach życia, jest dla mnie językiem żywym, choć nie w takim stopniu, jak niderlandzki. Kiedy mieszkając w Holandii poznałam ten język w różnych jego odsłonach - podręcznikowej i ulicznej, naukowej i podwórkowej, regionalnej i globalnej - zaczęłam inaczej patrzeć na język polski. I dokonałam następujących trzech odkryć:   

1. Język polski jest nielogiczny. 
Czasami. Zwłaszcza gdy używamy zaprzeczeń. Żeby długo nie tłumaczyć, podam przykład z życia. Koleżanka w pracy zapytała mnie kiedyś:
- Durf je het niet? Nie masz odwagi (tego zrobić)? 
- Ja, ik durf het niet. Tak, nie mam odwagi. - odpowiedziałam, na co koleżanka wybuchnęła śmiechem. Dlaczego? Bo zaprzeczyłam sama sobie. Prawidłowa odpowiedź powinna brzmieć: Nee, ik durf het niet. 
I wtedy przypomniało mi się, że owszem, słyszałam już wcześniej, chyba na lekcji angielskiego, iż nie ma opcji: Yes, I don't ani No, I do, ale dopiero życie nauczyło mnie myśleć w ten sposób. 

Innym przykładem są zdania z dwoma przeczeniami. Zgodnie z prawidłami logiki minus i minus daje plus, więc dwa zaprzeczenia są potwierdzeniem. Ale nie w języku polskim ;) Mówimy przecież:
Nie mam żadnych pieniędzy. Ik heb geen geld. 
Logiczne, prawda?  :) 

2. Język polski jest opisowy. 
I długi. Zauważyliście, że zwykły płyn do mycia naczyń to aż cztery wyrazy? A po holendersku to tylko jeden: afwasmiddel. No dobrze, z rodzajnikiem dwa: het afwasmiddel. Podobnie jest z wieloma innymi słowami: 
jeździć na rowerze - fietsen
jeździć na nartachskiën
uprawiać sport - sporten
pasta do mycia zębów - de / het tandpasta
wysyłać wiadomości na Twitterze - twitteren
zadzwonić z odmową - afbellen
To dlatego, że w holenderskim bardzo prosto można tworzyć nowe wyrazy sklejając ze sobą już istniejące. O rekordzistach w stylu  kindercarnavalsoptochtvoorbereidingswerkzaamhedencomitéleden wspominałam we wcześniejszej edycji, ale wiele krótkich złożeń jest używanych na co dzień. A po polsku opisujemy wszystko odmieniając jeszcze poszczególne wyrazy przez przypadki. To dopiero jazda! :) 

3. Dobry wieczór i dzień dobry w języku polskim jest zmienne. 
Już na jednej z pierwszych lekcji holenderskiego dowiedziałam się, że goedemorgen mówimy do godziny 12.00, goedemiddag używamy między 12.00 a 18.00, a potem już tylko goedenavond. Początkowo nie przywiązywałam znacznej uwagi do godzin, traktując powyższą informację jako orientacyjną. Toteż zdziwiłam się któregoś dnia w sklepie, kiedy kobieta stojąca przede mną w kolejce do kasy poprawiała kasjerkę, odpowiadając: goedemiddag na jej goedemorgen, tłumacząc jednocześnie, że przecież jest już 5 po 12. Ot, kolejny wymiar holenderskiej punktualności ;) Niemniej jednak zaczęłam się zastanawiać, kiedy my mówimy jeszcze dzień dobry a kiedy już dobry wieczór? Gdzie leży ta granica i co jest ją wyznacza? Nie przypominam sobie, żeby ktokolwiek określał tutaj ramy godzinowe. W moim odczuciu to zachodzące słońce dyktuje odpowiedni zwrot. Póki jest jasno, mówimy dzień dobry, gdy jest już ciemno za oknem - dobry wieczór. I jest to granica bardzo szeroka - przecież zachód słońca trwa i obejmuje różne odcienie zmierzchu! No i słońce zachodzi przecież szybciej zimą niż latem, więc w lipcu o godz. 18.00 powiemy raczej dzień dobry, natomiast w grudniu o tej samej porze już dobry wieczór. 

A Wy jak rozgraniczacie te dwa powitania? I co nowego odkryliście, dzięki nauce innych języków? Z przyjemnością i ogromną ciekawością przeczytam o tym w komentarzach :) 

Zapraszam w dalszą językową podróż:

Angielski:
Angielski dla każdego: Jak język angielski wpłynął na moje postrzeganie świata?

Następna Blogująca: Nie ta sama głowa- jak język obcy sprawia, że człowiek myśli o tym, o czym nigdy nie myślał

Esperanto:
Językowa Oaza: Czy esperantyści mówią jak roboty?

Hiszpański:
Hiszpański na luzie - Przez hiszpańskie okulary. Jak język wpływa na nasze postrzeganie świata?  

Niemiecki:
Niemiecka Sofa - Jak język niemiecki wpłynął na moje postrzeganie świata?http://niemieckasofa.pl/2014/09/jezyk-niemiecki-wplynal-postrzeganie-swiata/ 

Blog o języku niemieckim - Jak język niemiecki wpłynął na moje postrzeganie świata?

Norweski:
Pat i Norway - Jak język norweski wpłynął na moje postrzeganie świata.

Rosyjski:
Rosyjskie Śniadanie -Jak opanowany przeze mnie język obcy wpłynął na moje postrzeganie świata? 

Szwedzki:
Szwecjoblog - Jak opanowany przeze mnie język obcy wpłynął na moje postrzeganie świata? 

Włoski:
Studia, parla, ama - Jak opanowany przeze mnie język obcy wpłynął na moje postrzeganie świata? 

Jeśli sam jesteś blogerem kulturowym lub językowym i chciał(a)byś dołączyć do naszego projektu - napisz do nas:  blogi.jezykowe1@gmail.com 

wtorek, 16 września 2014

"Skarbie fryteczko!"

Ten zwrot zapamiętałam z filmu Amazonki (Amazones). Jedna z bohaterek - zwariowana mamuśka witała tak swoje dziecko. Spodobał mi się :)

schatje patatje
 skarbie 

Literalnie trudno to przetłumaczyć. Schatje to zdrobnienie słowa schat - skarb, natomiast patatje - to również zdrobnienie słowa frytka (patat). Jak więc brzmiałoby to po polsku? Skarbusiu fryteczko? ;) Jakoś tak...
Choć częściej jest używany w stosunku do dzieci,  można również w ten sposób zwrócić się do swojej ukochanej, względnie ukochanego :)

Frytki (Wikimedia Commons)
Jak Wam się podoba? Chcielibyście być tak nazywani? :) 

poniedziałek, 8 września 2014

Vincent Bijlo

Bijlo - holenderski kabareciarz i pisarz - zaintrygował mnie, kiedy w poszukiwaniu materiałów do poprzedniego posta natrafiłam na jeden z jego utworów Het is gewoon zo.  Przyglądałam się jego ruchom na scenie, sprawiał wrażenie nieco sztywnego i nie patrzył na publiczność. Zaskoczyło mnie to. Czyżby .....był niewidomy? Przyjrzałam się jego oczom - faktycznie - są martwe. A mimo to na scenie wydawał się czuć jak ryba w wodzie. Pogrzebałam więc w przepastnych czeluściach internetu i tak dowiedziałam się, że:

1. Vincent od urodzenia, tj. od 49 lat, poznaje świat wszystkimi innymi zmysłami, poza wzrokiem. 

2. Skończył filolologię niderlandzką.

3. Jego żona, Mariska Reijmerink jest anglistką i piosenkarką, poznali się w 1986 i czasem występują razem. Nie mają dzieci. 

4. Pisze artykuły do gazet (m.in. Algemeen Dagblad), można go też usłyszeć w radiu lub zobaczyć w telewizji. 

5. Wybiera się na Marsa - tak przynajmniej ogłasza w swoim obecnym programie kabaretowym Enkeltje Mars - Bilet w jedną stronę na Marsa.  ;) 

Oto, co dokładnie pisze: 

Ik, Vincent Bijlo, zal niet lang meer op aarde rondlopen. 
Ja, Vincent Bijlo, wkrótce nie będę już dłużej chodził po tej ziemi. 
Ik ga, als eerste en voorlopig enige cabaretier, naar Mars.
Lecę na Marsa, jako pierwszy i tymczasowo jedyny kabareciarz.  
Ik ga daar de functie van huiscabaretier uitoefenen. 
Będę tam pełnił funkcję domowego kabareciarza. 
Terug kan ik nooit meer, er staan nog geen benzinepompen op Mars.
Nigdy nie będę mógł wrócić z powrotem, na Marsie nie ma jeszcze stacji paliw. 

A tu krótka zajawka najnowszego programu Enkeltje Mars: 


Znacie Vincenta? A może ktoś z Was spotkał go osobiście lub widział na scenie? Jestem ciekawa Waszych wrażeń : )

Źródło:
http://www.vincentbijlo.com

poniedziałek, 1 września 2014

Po prostu

Macie czasem tak, że nie wiadomo, co powiedzieć? Jak wyjaśnić bieg wydarzeń, gdy ktoś pyta: Dlaczego? (Waarom?) lub Jako to? (Hoezo?) Ja tak mam. I używam wtedy bardzo wygodnego zwrotu: 

het is gewoon zo
tak po prostu jest

Można też powiedzieć dat is gewoon zo. Krótko, zwięźle i na każdy temat. Sprytne, nie? ;) 

A oto przykłady wykorzystania tego zwrotu razem z kontekstem:

Gek word ik van scheikunde. Waarom? Het is gewoon zo.  żródło 
Mam bzika na punkcie chemii. Dlaczego? Tak po prostu jest. 

"Had je dit verwacht?"
Oczekiwałeś tego? 
"Nee. Het is gewoon zo gelopen, de weg is heel apart geweest."  żródło
Nie, tak się po prostu złożyło. Droga była bardzo szczególna. 

I jeszcze coś do posłuchania - piosenka Vincenta Bijlo Het is gewoon zo. Podoba mi się wymowa Vincenta - mówi powoli i baaardzo wyraźnie. Sprawdźcie sami! 

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Edukacja w Holandii

W 80 blogów dookoła świata to projekt blogerów, którzy opisują to samo zagadnienie z perspektywy różnych krajów, języków i kultur. Obecny temat jest poświęcony szkole, wszak w Polsce zbliża się już wielkimi krokami rok szkolny.  Opowiem więc dziś krótko, jak to kształci się Holendrów, a potem zapraszam w blogową podróż poprzez edukacyjne systemy i zwyczaje innych narodów :)

Krótkie dzieciństwo 
W Holandii dzieci rozpoczynają swoją szkolną przygodę (dla niektórych drogę przez mękę) zaraz po skończeniu 4. roku życia. I nie ważne, czy wypada to we wrześniu, grudniu czy w czerwcu. Czwarte urodziny wiążą się zawsze ze szkolną wyprawką i dużą zmianą w życiu. Wcześniej dzieci spędzały czas albo z dziadkami, rodzicami pracującymi na zmiany lub też w żłobko - przedszkolach (kinderopvang lub kinderdagverblijf), gdzie mogły się przede wszystkim bawić, ale zajęć miały mało lub wcale. Teraz maszerują do szkoły często dumne, że już są takie duże i mają swój szkolny plecak (tylko z drugim śniadaniem w środku). Nauka w dwóch pierwszych klasach przypomina polską edukację przedszkolną - czyli głównie przygotowanie do nauki czytania i pisania oraz liczenia. Litery dzieci poznają w klasie trzeciej. Wtedy też często zmienia się sala szkolna - jest mniej zabawek i kącików z poduszkami, a na pierwszy plan wysuwają się szkolne ławki i biurko nauczycielki. 
Nauka w szkole podstawowej trwa około ośmiu lat. Piszę "około", gdyż to zależy od tempa rozwoju dziecka. Jeśli np.: czterolatek rozpocznie edukację w lutym i szybko opanuje materiał klasy pierwszej, to z kolejnym rokiem przechodzi do klasy drugiej. Jeśli jednak potrzebuje więcej czasu, wówczas zostaje jeszcze rok ze swoją grupą. Dlatego też czasem klasa I i II są łączone. 

Ósma klasa i co dalej? 
To zależy od możliwości dziecka wykazanych na teście cito (citotoets). Jeśli ma zainteresowania praktyczne lub z trudem opanowuje wiedzę teoretyczną, zazwyczaj idzie do VMBO (voorbereidend middelbaar beroepsonderwijs - przygotowująca średnia edukacja zawodowa, "zawodówka"). Tam spędza 4 lata, a potem może kontynuować naukę na poziomie MBO (middelbaar beroepsonderwijs - średnia edukacja zawodowa). Przeciętne lub dobre oceny z egzaminu cito predysponują zazwyczaj do trwającego pięć lat HAVO (hoger algemeen voortgezet onderwijs - wyższa edukacja ogólna). Potem może studiować kierunki praktyczne - wymagające zarówno wiedzy jak i umiejętności, np.: rehabilitant, pielęgniarka, nauczyciel itp. Studia te to HBO (hoger beroeps onderwijs - wyższa edukacja zawodowa). Natomiast zdolniacha z zacięciem do nauki i akademickich dysput zapewne wybierze VWO (voorbereidend wetenschappelijk onderwijs - przygotowująca edukacja naukowa, odpowiednik "ogólniaka"), spędzi tam 6 trudnych lat, po czym zapewne wybierze się na uniwersytet (WO - wetenschappelijk onderwijs). Skomplikowane, wiem ;) Może dla bardziej dociekliwych pomocny będzie taki schemacik: 
Żródło
basisonderwijs - edukacja podstawowa - 8 lat
basisvorming - formacja bazowa - trwa 2 lub 3 lata, wspólna zarówno dla VMBO ("zawodówki"), HAVO jak i VWO ("liceum")
speciaal onderwijs - edukacja specjalna - dla dzieci z niepełnosprawnościami
middelbaar beroepsonderwijs - edukacja zawodowa 
hoger onderwijs - edukacja wyższa, studia

Czas nauki i czas odpoczynku 
Wiecie, że letnie wakacje (zomervakantie) trwają tylko 6 tygodni? Początek i koniec letniej laby jest różny w różnych rejonach Holandii. I nie jest tak fetowany, jak w Polsce. Nikt nie przychodzi na galowo w ostatni dzień roku, nie ma apeli i hymnu narodowego (może dlatego Holendrzy zazwyczaj swojego hymnu nie znają?). W podstawówce za to klasy przygotowują musicale lub przedstawienia i w ten sposób podsumowują całoroczną pracę. Skrócone wakacje są jednak kompensowane innymi wolnymi dniami w ciągu roku. I tak dzieci wyczekują na:
wakacje jesienne (herfstvakantie) - tydzień w pażdzierniku
wakacje z okazji Bożego Narodzenia (Kerstvakantie), nazywane też zimowymi (wintervakantie) - w grudniu
wakacje wiosenne (voorjaarsvakantie) - nasze ferie zimowe w lutym, 
wakacje majowe (meivakantie).
Kto wie, czy w sumie nie mają więcej wolnego od nas...? ;) 

Szkoła bez numerów 
Kiedy szukając pracy pisałam w cv "Szkoła Podstawowa nr 20" czy "I Liceum Ogólnokształcące" Holendrzy otwierali oczy ze zdumienia - co to za numery? Idea patrona to dla nich również czysta abstrakcja. Ich szkoły noszą bardzo proste nazwy, np.: Het Rijm - Rym, De Triangel - Trójkąt, Panta Rhei - Wszystko Płynie lub też De Bombardon - Tuba. I tak dalej w tym stylu. To próba stworzenia szkół bardziej przyjaznych uczniom, zwłaszcza podstawówek, bo to głównie one przyjmują takie imiona.

Oceny 
Jeśli Jaś przyjdzie do domu i powie "Mamo, dostałem 5!", polski rodzic będzie zachwycony taką oceną. A gdy taki sam stopień przyniesie Jantje? Zachwytu ze strony holenderskiego rodzica nie będzie, choć  być może uzna, że mogło być gorzej. Holender ucieszy się z 10, bowiem nauczyciele wg prawa dysponują dziesięciostopniową skalą ocen: 
10 - uitstekend - doskonale
9 - zeer goed - bardzo dobrze
8 - goed - dobrze
7 - ruim voldoende - bardzo zadowalająco / wystarczająco
6 - voldoende - zadowalająco / wystarczająco
5 - twijfelachtig / zwak - wątpliwie / słabo
4 - onvoldoende - niewystarczająco
3 - ruim onvoldoende - bardzo niewystarczająco
2 - slecht - źle
1 - zeer slecht - bardzo źle

Plecaki za oknem?!
Pisząc o holenderskiej edukacji trudno nie wspomnieć o tym widowiskowym zwyczaju. Dziwiłam się początkowo, że w okresie czerwcowo - lipcowym na wielu domach pojawiają się plecaki szkolne. Ot, wiszą po prostu na maszcie, razem z holenderską flagą. Albo zwisają przyczepione gdzieś pod oknem. Mnogość tego typu ozdób nie mogła być przypadkowa. I nie była! W ten sposób świeżo upieczeni absolwenci obwieszczają światu, że zdali egzamin na koniec etapu edukacyjnego. Taki ekstrawertyzm w holenderskim wydaniu ;) 

Szkolne żarty
Szkoła to nie tylko obowiązki oraz nauka, ale również wiele zabawnych przygód, które potem stają się tematem dowcipów i anegdotek. Dlatego kończę dziś krótkim żartem, który prawdopodobnie nie opiera się na rzeczywistym zdarzeniu (choć kto wie...?), jednak budzi uśmiech i dodaje koloru szarej szkolnej rzeczywistości: 

Jantje staat op school in de toiletten naast zijn meester. 
Jaś stoi w szkolnej toalecie obok swojego nauczyciela.
Ze plassen allebei, en Jantje wil daarna meteen weglopen. 
Załatwiają się obydwaj i Jaś chce zaraz potem odejść. 
Zijn meester roept hem terug en vraagt: 
Nauczyciel woła go z powrotem i pyta: 
"Hebben je ouders je niet geleerd om na het plassen je handen te wassen?" 
"Nie nauczyli cię rodzice, żeby po załatwieniu się myć ręce?" 
Jantje antwoordt: "Nee, zij hebben het slimmer aangepakt: 
Jaś odpowiada: "Nie, oni podeszli do tego sprytniej: 
ze hebben me meteen geleerd om niet over mijn handen te plassen." 
nauczyli mnie nie sikać na ręce." ;) 

Źródło: 

Chcesz dowiedzieć się czegoś o szkolnictwie w innych krajach? 

FRANCJA

Français-mon-amourWe francuskiej szkole 

NIEMCY

Blog o języku niemieckim: Edukacja w Niemczech 

Niemiecka Sofa: Jak wygląda nauka w niemieckiej szkole? - Wasze opinie

ROSJA

Rosyjskie śniadanie: System szkolnictwa w Rosji 

SZWECJA

Szwecjoblog: SFI czyli nauka szwedzkiego w Szwecji: 

Talar du svenska?: Jak wybrać szkołę w Szwecji:

WIELKA BRYTANIA

Learn English Śpiewająco: ABC brytyjskiej szkoły: http://english-spiewajaco.blogspot.com/2014/08/abc-brytyjskiej-szkoy.html


Angielski dla każdego: Back to school - brytyjski i polski system edukacji

WIETNAM

Wietnam.info9 faktów na temat wietnamskiej edukacji: http://www.wietnam.info/2014/08/9-faktow-na-temat-wietnamskiej-edukacji.html


PS. Jeśli sam jesteś blogerem kulturowym lub językowym i chciał(a)byś dołączyć do naszego projektu - napisz do nas:  blogi.jezykowe1@gmail.com 

poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Dik Trom i spółka

Pozostając nadal w wakacyjnych klimatach chcę Wam dziś przedstawić mojego kolejnego ulubieńca - bohatera książek dla dzieci, który obok Jipa i Janneke bawi małych Holendrów od ponad wieku. Oto on: 


Naprawdę nazywa się Dirk, ale od małego miał problem z głoską r i przedstawiał się Dik, a że do chudzielców zdecydowanie nie należał, nowe imię przylgnęło do niego na stałe (dik znaczy gruby). Łobuzuje jak na normalnego chłopaka przystało, ale ma dobre serce, chętnie pomaga biedniejszym i słabszym od siebie, a jego psoty wynikają zazwyczaj z dziecięcej lekkomyślności, czasem ze swoistego poczucia sprawiedliwości. Cokolwiek Dik nie zrobi - czy to dobrego czy złego - ojciec podsumowuje zawsze w ten sam sposób: Het is een bijzonder kind, dat is -ie. (To jest szczególne dziecko, tak jest!). Ma swoich przyjaciół, którzy stanowią zdecydowaną większość i dwóch wrogów - egoistycznego kolegę z klasy i stróża wioski, tępawego Flipsena, który zapomniał już, jak to jest być dzieckiem i wszystkiego dzieciom zabrania. 

Akcja opowiadań rozgrywa się na przełomie XIX i XX wieku w Hoofddorp, a cała seria książek zawiera wiele wątków autobiograficznych, gdyż tam właśnie mieszkał sam autor Cornelis Johannes Kieviet. Dik chodził do tej samej szkoły, co Kieviet, mieszkał w tej samej dzielnicy i jego ojciec również był stolarzem. Trudno dziś z całą pewnością stwierdzić, które z przygód Dika wydarzyły się naprawdę w życiu małego Cornelisa, ale z pewnością wiele z  nich nawiązuje do rzeczywistych zdarzeń. Jedną z tych przygód przypomina pomnik, który stoi na rynku w Hoofddorp - oto cały Dik ;) 

Dik Trom  (Tasja, Wikimedia Commons)
Założę się, że już polubiliście tego kochanego urwisa (jeśli do tej pory go nie znaliście :)). A jeżeli tak, to z pewnością zechcecie poznać go osobiście. Żeby to zrobić, nie trzeba wydawać ani złotówki (tudzież Euro), gdyż opowiadania te nie są objęte prawami autorskimi i całkiem legalnie można ściągnąć darmowe e-booki ze strony Gutenberga lub też audiobooki z Librivoxa. A oto lista dostępnych książek: 

Dik Trom en zijn Dorpsgenooten - Dik Trom i jego koledzy z wioski

Toen Dik Trom een jongen was - Kiedy Dik Trom był chłopcem

Uit het leven van Dik Trom - Z życia Dika Troma

De zoon van Dik Trom - Syn Dika Troma

Pozostaje mi życzyć Wam przyjemnej lektury :)